Recenzja kontrolera Denon LC6000 Prime

Zobacz Dee Jay w sklepie Muzyczny.pl

Wpadł mi ostatnio w ręce nowy kontroler sygnowany logiem marki Denon: LC6000 Prime. Już sama nazwa wskazuje, na czym polega jego podstawowa funkcja. LC znaczy bowiem dokładnie tyle, co “layer control” – a więc “kontrola warstwy”. Pomyślałem, że warto od razu wypróbować, co wniesie nowy zakup, kiedy połączę go z innym kontrolerem ze stajni Denon. A dokładniej: z SC6000 Prime.

Sprzęt lekki… ale solidny

Lekkość zazwyczaj kojarzy się ze wszystkim, tylko nie z trwałością. Tym razem było jednak inaczej. Przyzwyczajony do wagi typowej dla SC, ze zdumieniem wręcz wyrwałem z pudła ważący dokładnie 2,8 kilograma, niemal bliźniaczy LC6000. Niektórzy mogą już na wstępie kręcić z tego powodu nosem, ale… W tym wypadku to wcale nie wada i nie wynika z jakichkolwiek oszczędności. Otóż najzwyczajniej w świecie na LC nie ma touchscreena i jest to podstawowa różnica między tym modelem a SC6000. Razem ze szkłem wyleciała oczywiście cała potrzebna do jego obsłużenia elektronika, która swoje ważyła. No i proszę: wyjaśniliśmy już, skąd taka lekkość.

Podstawa okazała się odlewaną plastikową bazą, a wierzch jest metalowy i lekko chropowaty, dzięki czemu zapewnia odpowiedni chwyt. Z kolei przyciski okazały się mieć całkiem przyjemną, gumową fakturę. Wciska się je obecnie dużo lepiej niż w modelu SC5000.
Moje uznanie zdobył również pitch fader. Nic tak nie wyprowadza mnie z równowagi jak suwak, który nie stawia odpowiedniego oporu – w razie konieczności szybkiego przesunięcia potrafi to dość konkretnie zirytować. Tutaj opór zapadki jest dokładnie taki, jak należy, dzięki czemu pozycja “0” nie będzie problemem w miksie i za to brawa dla konstruktorów.

Nie ma co czekać, podłączamy!

Producent chwali się mnogością możliwości w komponowaniu setu, którego ważną częścią ma się stać LC6000 Prime. Ale po kolei. Największy plus należy się za fakt, że sprzęt ten należy do rodziny urządzeń napędzanych przez system Engine 2.0. Kto miał z nim do czynienia, ten wie, jak istotna jest to informacja. Przejrzysty widok podwójnej ścieżki, łatwa nawigacja i bezproblemowe łączenie się z bibliotekami serwisów streamingowych to tylko niektóre z jego zalet.

Kontroler zasila pojedynczy przewód USB. Kojarzycie ten charakterystyczny obrazek z plątaniną kabli na didżejce? LC6000 dzięki takiej oszczędności nie przyczynia się do powstania niepożądanego chaosu, co sprawia, że właśnie zasłużył u mnie na kolejny plusik. No dobrze, przejdźmy do wrażeń z parowania LC z SC6000. Okazało się to całkiem proste. Wystarczyło podpiąć kabel USB, włączyć oba kontrolery i już po chwili ujrzałem charakterystyczną drugą ścieżkę na wyświetlaczu dotykowym modelu SC. Plug & Play w tym wypadku naprawdę działa wyśmienicie i nie da mu się niczego zarzucić.

Jak to wychodzi w praniu?

Próbowałem różnych konfiguracji, w tym z oprogramowaniem zainstalowanym na laptopie. Tu jeszcze jedna informacja na marginesie, choć istotna: jeśli Twój przenośny komputer nie dźwignie zasilania za pośrednictwem USB, wówczas masz do dyspozycji wejście DC, które już na spokojnie załatwi sprawę. Wprawdzie to dodatkowy kabel, ale cóż – w kryzysowych sytuacjach możesz się wesprzeć tym rozwiązaniem.

Przejdźmy do kwestii opóźnień. Ile wynosi latencja w LC6000 Prime działającym w trybie standalone? Otóż nic. Okrągłe zero, null. Spory, bo mierzący aż 8,5” średnicy jog jest bajecznie prosty w obsłudze, a przy tym dostarcza wrażeń miłych dla oka dzięki wbudowanemu ekranowi. Możesz na nim wyświetlać okładki płyt lub własne logo.

Do tego masz do dyspozycji 8 padów, które odpowiadają za takie funkcje, jak między innymi slicer, hot cue czy loop. Pitch fader ma 10 centymetrów długości i jest podświetlany lampkami LED. Jak już wspomniałem, zapadka stawia dokładnie taki opór, jaki ma stawiać, nie odnotowałem więc żadnych problemów z obsługą pitch. Całości dopełnia podświetlenie RGB, które efektownie prezentuje się podczas zabawy z muzyką.

Szeroki wachlarz możliwości

Padł już temat laptopa i softu, zatem pora na konkrety. Kiedy piszę te słowa, producent zapewnia wsparcie dla takiego oprogramowania, jak Serato DJ Pro, Virtual DJ oraz Djay Pro. Podobno w planach jest rozszerzenie opcji na doskonale znanego w branży Traktora. Zostańmy na chwilę przy temacie Serato. Sprawdzałem akurat ten soft i byłem pod wrażeniem tego, że urządzenia zostały od razu po podłączeniu zmapowane z moim layoutem.

Idąc dalej: producent chwali się możliwością szerokiego wyboru w dopasowywaniu LC6000 Prime do istniejącego setu. Z moich doświadczeń z kombinacji LC z modelem SC6000 Prime wynika, że jest to przede wszystkim doskonałe rozwiązanie wzbogacające korzystanie ze sprzętu Denona. Możesz jednak postawić na laptop i ‒ jeśli dysponujesz odpowiednio zasobnym portfelem ‒ wypróbować szereg różnorodnych konfiguracji przy Tworzeniu swojego optymalnego setupu.

Aż ciężko sobie wyobrazić, jakiego potwora można skompletować mając do dyspozycji cztery LC zestawione z mikserem. To doskonałe rozwiązanie dla tych z Was, którzy mają okazję szepnąć dobrą radę prosto w ucho właściciela klubu. Nie zapomnijcie też dodać, że to opcja o wiele bardziej ekonomiczna niż dostępne na rynku alternatywy.

Komu mogę polecić LC6000 Prime?

Ze względu na wspomnianą wszechstronność, w zasadzie łatwiej byłoby odpowiedzieć na pytanie komu go nie polecać. LC6000 Prime to świetny sprzęt do kontrolowania drugiej warstwy, a pełnię swoich możliwości ujawnia zwłaszcza wtedy, kiedy łączony jest z pozostałymi modelami wypuszczonymi przez Denona. Dzięki Engine’owi 2.0 na pokładzie, spełni wymagania nawet najbardziej doświadczonych DJ-ów.

Poza tym, dzięki niemu nie przepłacisz. To prosty w obsłudze kontroler bez żadnych dodatkowych bajerów, które ujawniałby w toku użytkowania. Jest jednak pełnowartościową alternatywą dla modeli SC, a kosztuje dwa razy mniej. A więc jeśli dysponujesz ograniczonym budżetem, mam dla Ciebie dobrą wiadomość: kupując Denon LC6000 Prime zyskujesz tę samą jakość bez nadmiernego obciążania portfela.

 

 

↑ Do góry
Do góry